Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
232 posty 4 komentarze

Okiem Suwerena

Janusz Sanocki - Spostrzeżenia parlamentarzysty

Pielęgniarki i niesprawność systemu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dlaczego pielęgniarki strajkują? Bo za mało zarabiają za ich ciężką pracę. W Polsce pielęgniarka może liczyć przeciętnie 3,3 tys. zł brutto. Ta sama pielęgniarka, która przeniesie się do szpitala w Berlinie dostanie trzy razy tyle.

Pielęgniarki i niesprawność systemu


Trwający strajk pielęgniarek CZD - Centrum Zdrowia Dziecka zmusza do postawienia pytania: dlaczego nie strajkują pielęgniarki w RFN, Danii, Szwecji?
Banalna odpowiedź będzie brzmiała: „Bo tam lepiej zarabiają!”
Ba! Ale dlaczego „tam lepiej zarabiają” a u nas nie?

Chora służba zdrowia
Dlaczego pielęgniarki strajkują? Bo za mało zarabiają za ich ciężką pracę. W Polsce pielęgniarka może liczyć przeciętnie 3,3 tys. zł brutto.

Ta sama pielęgniarka, która przeniesie się do szpitala w Berlinie dostanie trzy razy tyle.

Lekarze zarabiają średnio ponad 2 x więcej od pielęgniarek (6800 zł). Przy czym lekarze najczęściej prowadzą jeszcze dodatkowe praktyki prywatne, na których uzupełniają swoje pensje z głównego etatu, pielęgniarki tak dorobić nie mogą.

Tymczasem zawody medyczne należą wszędzie na świecie do najlepiej płatnych. W krajach cywilizowanych lekarz nie musi dorabiać na drugim etacie. Ba – byłoby to jakimś curiosum! Na ilu etatach i ile nadgodzin może pracować człowiek od którego decyzji zależy ludzkie życie?
Żaden amerykański, angielski pracodawca nie zgodziłby się, żeby zatrudniony przez niego lekarz jeszcze po godzinach „dorabiał”.

W Polsce przymykanie przez władze oczu na drugie etaty lekarzy, na godziny dyżurów to swoisty wentyl dla systemu. Gdyby tę możliwości lekarzom odebrać natychmiast podnieśliby bunt i byłby to bunt słuszny.
Stworzenie „wentyla” pozwalającego uzyskiwać dodatkowe dochody poza systemem, wbrew zasadzie racjonalności – pozwala „zaklajstrować” nielogiczności i strukturalne błędy. Utrzymuje przy życiu patologiczną strukturę, która poddana dyscyplinie musiałaby się zreformować.

Dlatego co jakiś czas w tzw. „służbie zdrowia” wybucha kolejny bunt niezadowolonych – jak w tym przypadku pielęgniarek z CZD – i zawsze jest to słuszny bunt.

Pielęgniarkom należą się wynagrodzenia rzędu co najmniej 2/3 zarobków lekarza. „Siostry nie ustępujcie!”

Jeśli wygracie, a po was wygrają inne grupy zawodowe – system pęknie i będzie musiał być na prawdę naprawiony. Do tej pory bowiem kolejne władze tylko go klajstrują – tak jak to próbuje zrobić obecny minister zdrowia i obecny rząd: Obiecać trochę podwyżek, ale rozciągnąć je w czasie, tak żeby kłopoty przyszły jak najpóźniej, w ostateczności dać jakieś ochłapy, ale jak najmniejsze, coś tam poprzesuwać w budżecie, zwiększyć deficyt – a co tam? Po nas choćby potop!

Błędy ustrojowe


Choroba polskiej służby zdrowia nie jest przypadłością przejściową. To wada genetyczna. Dopóki nie usunie się jej, strajki będą wybuchały, a traktowanie pacjentów się nie zmieni. System bowiem czerpie środki na swoje błędy z dwu źródeł – ze słabszych grup zawodowych obsługujących służbę zdrowia - jak właśnie pielęgniarki, albo lekarze, którzy zdecydowali się podjąć działalność na własny rachunek w ramach opieki pierwszego kontaktu. Drugim źródłem pokrywania patologicznej niedomogi systemu jest ograniczanie dostępu do świadczeń dla pacjentów. I tak oto pacjent polski szybciej uzyska operację zaćmy w Czechach niż w Polsce.

Podobnie zresztą jak i inne świadczenia.

Podstawową przyczyną patologii jest zachowanie w polskim systemie ochrony zdrowia całego „dorobku” komunizmu. Polski system – pomimo stworzenia pozorów np. nadania szpitalom formy spółek prawa handlowego – jest systemem w pełni skomunizowanym. Wynika to wprost z art. 68 Konstytucji z 1997 r. który zapewnia obywatelom „równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej”.

Zdawać by się mogło, że to szlachetny zapis. Jeśli tak to równie szlachetny był cały komunizm i niepotrzebnieśmy z nim walczyli. Co w istocie znaczy, że państwo zapewnia „równy dostęp”? Ano to, że od pacjenta nie wolno wziąć ani złotówki dopłaty do tego co daje na leczenie państwo. Że każdy – i narkoman i alkoholik i ten co całe życie się zdrowo odżywiał – mają być traktowani tak samo.

Równy dostęp i wyeliminowanie ewentualnych dopłat pacjentów, prowadzą do sytuacji kiedy z systemu eliminuje się pieniądze i takie elementy ekonomii jak ceny i koszty.

Co prawda formalnie Narodowy Fundusz Zdrowia coś tam przydziela w postaci pieniądza, jednak równie dobrze mógł by to być kwit na przydział leków, fartuchów czy czego tam. Pieniądz i cena – stanowią bowiem ważną informację i bodziec – pod warunkiem, ze kształtowane są na wolnym rynku. Cena określa koszt usługi, ale również rynkowe na nią zapotrzebowanie (popyt). Cena zachęca podmioty (w tym przypadku szpitale i lekarzy) do realizowania usług i osiągania zysku. W ten sposób nie tylko rozładowuje kolejki ale i prowadzi do wynalazczości, postępu i poprzez obniżanie kosztów do większego zysku dla tych, którzy osiągają mistrzostwo.

A przy okazji, ci goniący za zyskiem lekarze i organizatorzy systemu medycznego, w krajach gdzie wolny rynek obowiązuje działają dla dobra pacjenta. To właśnie dlatego najwyższy poziom medycyny jest w Stanach Zjednoczonych i właśnie na operacje polskich dzieci z rzadkimi chorobami w tamtejszych klinikach, zbieramy co jakiś czas pieniądze. Bo tylko tam są im w stanie pomóc.

Tymczasem w polskim systemie pieniądze jakie otrzymują szpitale i lekarze z POZ, zależą od decyzji urzędnika z NFZ. A wiec od kogoś, kto działa wg całkowicie oderwanych od życia, ustalonych arbitralnie reguł. Śmiech pusty mnie ogarnia kiedy słyszę wypowiedzi „prawicowego” ministra Radziwiłła, że trzeba „dobrze wycenić procedury” to wówczas naprawi się błędy w finansowaniu. Kardiologii czy innej dziedziny medycyny.

Co to jest ta „wycena procedur”? Ano to jest to samo co w 1982 r. rząd Jaruzelskiego i Rakowskiego wprowadzali do gospodarki komunistycznej jako tzw. „kosztową formułę ceny”. Do kosztów podanych przez producenta np. betonu – doliczało się ustawowy zysk i powstawała w ten sposób „cena”.

Tak samo wygląda „wycena procedur medycznych” na podstawie, których Narodowy Fundusz Zdrowia przyznaje pieniądze szpitalom na poszczególne rodzaje terapii. Nie odeszliśmy – w zasadzie – nigdzie od tego co wymyślił w roku 1982 towarzysz Rakowski.

Równość czy sprawiedliwość?

Równość ustanowiona sztucznie nie tylko kłóci się z zasadą sprawiedliwości, ale w sposób oczywisty gwałci zdrowy rozsądek i hamuje postęp.

Co to za sprawiedliwość kiedy brakuje pieniędzy na leczenie chorego dziecka, które nie zawiniło swojej chorobie, bo wydano je na leczenie alkoholika czy narkomana? Owszem narkoman i alkoholik to też człowiek, trzeba mu pomóc. Ale człowiek jest wolny. „Oto postawiono przed tobą dobro i zło. Wybieraj!”

Sam wybrałeś szczęśliwe chwile po zażyciu koki czy zapaleniu trawki – wolno Ci szanujemy twój wybór. Ale dlaczego chcesz, żebyśmy ponosili konsekwencje TWOICH wyborów i płacili za TWOJE przyjemności? I to kosztem dzieci z mukowiscydozą? Czy to jest sprawiedliwe? No pewnie że nie jest.

A w dodatku nie jest mądre. Nie zachęca ludzi do odpowiedzialnych wyborów i prowadzi do stałego kryzysu.
Jeśli się bowiem wyeliminuje z systemu pacjenta, jego wolną wolę, jego wybór, a w jego miejsce wprowadzi urzędnika NFZ, to w sposób oczywisty wyeliminuje się i logikę, i racjonalność. Żadne „wyceny procedur” nie zastąpią tworzącej się spontanicznie w wyniku tysięcznych, indywidualnych decyzji pacjentów - informacji jaką daje cena usługi.

A wolny wybór pacjenta to przede wszystkim cena jaką gotów jest on zapłacić za usługę medyczną i pieniądze na jego koncie - niechby i przy pomocy państwa i NFZ!

Czy to oznacza, ze państwo ma zrezygnować ze swej ”wyrównawczej” funkcji w dziedzinie opieki społecznej? We współczesnym świecie jest to raczej utopijny pomysł i bez szans na wprowadzenie w życie. Być może byłaby to również wizja, okrutna nieludzka wręcz. Ale przecież są w wielu państwach stosowane mechanizmy korygujące, wprowadzające jakieś minimum logiki do systemu państwowej opieki zdrowotnej. Współpłacenie przez pacjenta zależne m.in. od choroby, koszyk świadczeń gwarantowanych, możliwość zwrotu kosztów leczenia pacjentowi, za opłacony przez niego zabieg, uzyskany przed terminem kolejki itp. Tylko, w Polsce sparaliżowanej głupia, postkomunistyczną konstytucją Mazowieckiego-Kwaśniewskiego nic z tego nie da się wprowadzić w życie.

Dlatego pacjenci muszą w wieloletnich kolejkach oczekiwać na zabieg medyczny, a pielęgniarki muszą mało zarabiać i strajkować.

Ale dlaczego nie strajkują pracownicy Narodowego Funduszu Zdrowia, urzędnicy starostw powiatowych, urzędów marszałkowskich i ministerstw?
I dlaczego ilość urzędników od czasu Mieczysława Rakowskiego wzrosła trzykrotnie?

Janusz Sanocki

 

KOMENTARZE

  • Nie ma dobrego rozwiązania
    Celem działania każdego przedsiębiorcy jest maksymalizacja zysku. Działając w otoczeniu wielu podobnych sobie przedsiębiorców, właściciel firmy zmuszony jest konkurować z nimi jakością produktów (czy usług) oraz ich ceną. W długim okresie czasu, jeśli konkurencja nie jest ograniczana przez ustawodawstwo państwowe, mechanizm taki prowadzi do wysokiej jakości usług i produktów, oraz ich przystępnej ceny.

    Czy przedstawiony mechanizm będzie przynosił podobne skutki w służbie zdrowia, gdyby została ona sprywatyzowana? Odpowiedź na to pytanie przynoszą badania prywatnej, amerykańskiej służby zdrowia, z którymi zetknąłem się kilka lat temu. Otóż mechanizm rynkowy w służbie zdrowia, nie służy dobrze pacjentom, ani bogatym, ani biednym!

    Pacjenci bogaci, posiadający „dobre” ubezpieczenia zdrowotne (a więc zapewniające zwrot całości kosztów leczenia) są leczeni często bez potrzeby (co nie jest obojętne dla ich zdrowia), tylko po to aby „wydoić” firmy ubezpieczeniowe z kasy.

    Z kolei pacjenci ubodzy, posiadający skromne pakiety ubezpieczeń zdrowotnych (bądź nie ubezpieczeni), nie są leczeni należycie, gdyż nie ma komu za to leczenie zapłacić!! Jeśli taki mechanizm funkcjonuje w USA, czyli w kraju w którym morale obywateli ( w tym lekarzy) jest po stokroć wyższe niż w Polsce, to jakie skutki przyniesie wolny rynek usług zdrowotnych w Polsce?

    Jeśli lekarze z łódzkiego pogotowia mordowali pacjentów, aby zarobić kilkaset złotych za sprzedaż zwłok firmom pogrzebowym, zaś dziesiątki ich kolegów wiedząc o tym, latami nie kiwnęło palcem by ten zbrodniczy proceder przerwać, to czego możemy się spodziewać po takiej kadrze, jeśli wpuścimy ją na szerokie wody gospodarki rynkowej??

    Oczywiście tego samego co po lekarzach amerykańskich, plus bezmiar patologii PRL-owskiego chowu. Pacjent będzie traktowany jako obiekt do złupienia, i co gorsza będzie on wobec tych praktyk całkowicie bezbronny! Powie ktoś, że z czasem rynek zweryfikuje fachowość i uczciwość lekarzy, eliminując słabych i nieuczciwych. Kilkudziesięcioletnie doświadczenia prywatnej służby zdrowia w USA, jednak nie wskazują aby tak się miało stać.

    Po dziesiątkach lat konkurencji, amerykańscy lekarze leczą bez potrzeby ludzi bogatych i nie leczą należycie ludzi biednych. Należy więc przyjąć jako pewnik że w Polsce będzie dokładnie tak samo. Jeśli więc założymy, że nie sprawdziła się zarówno państwowa jak i prywatna służba zdrowia, to jak ma wyglądać docelowy, sprawny model opieki zdrowotnej?

    Rozwiązanie przyniesie samo życie. Na naszych oczach bankrutuje państwowa służba zdrowia, zaś żywiołowo rozwija się prywatna. Ponieważ wśród polityków sprawujących władzę w Polsce nie ma takiego odważnego, który by skrócił agonię państwowej służby zdrowia, więc jeszcze przez wiele lat będziemy się z nią męczyć i łożyć na nią coraz to większe pieniądze, będąc jednocześnie łupieni przez prywatnych lekarzy.

    Wniosek jest jeden; dbać o własne zdrowie póki jeszcze nie szwankuje, nie palić papierosów, nie żłopać gorzałki w nadmiernych ilościach, prowadzić aktywny tryb życia, unikać sytuacji stresowych, zdrowo się odżywiać. Gdy pomimo tego dopadnie nas choroba, wtedy możemy mówić o pechu, zarówno wtedy gdy jesteśmy bogaci, jak i wtedy gdy jesteśmy biedni. I w jednym i drugim wypadku, medycy zrobią swoje, czyli „wydoją” nas z kasy, zarówno ci „państwowi” jak i ci „prywatni”. Na pocieszenie pozostaje nam świadomość, że i tak wcześniej czy później wszyscy pomrzemy, lekarze również! Wobec takiej perspektywy ostateczny model służby zdrowia, nie wydaje się taki istotny!
  • Trudna sprawa.
    "W Polsce pielęgniarka może liczyć przeciętnie 3,3 tys. zł brutto. Ta sama pielęgniarka, która przeniesie się do szpitala w Berlinie dostanie trzy razy tyle."

    Pragnę zauważyć iż te panie maja też leczenie darmowe i często z nawyższej półki, ich rodziny także.
    Natomiast w krajach unii musiałyby płacić i to słono.
    Nie wspomnę już o sytuacji z uchodźcami nie takie to teraz proste.
    Jak jest na zachodzie .
    Składka na ubezpieczenie dowolna firma to tak od 100e najniższa i tylko wliczony lekarz pierwszego kontaktu. Recepty 100% płatne. Za kontakt ze specjalistą to już koszt około 400e
    Na lepsze leczenie trzeba mieć od 200 -300e na miesiąc , natomiast wcale to nie znaczy że operacje zrobią za darmo.Bądź lekarstwa będą za darmo.

    Tak też te panie nie mają tragedii Powinny tak jak wszyscy cierpliwie poczekać na reformę.
    Mogą pojechać na zachód , niech zobaczą.
  • Panie Sanocki tu są pieniądze!
    Straż Miejska w Warszawie kosztuje 128 mln zł rocznie – to prawie tyle, co w kolejnych 9 największych miastach w Polsce łącznie. Na Straż Miejską w Warszawie miasto rocznie wydaje 79 zł w przeliczeniu na mieszkańca. To od 2 do 2,5 raza więcej niż w innych miastach. Straż Miejska w Warszawie to 7 posterunków i 1127 funkcjonariuszy w samym tylko pionie prewencji. W zamian za to z różnych form mandatów Straż Miejska zbiera wyjątkowo niewiele, bo niecałe 4 mln zł rocznie. W ciągu 8 lat rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz na Straż Miejską wydano łącznie prawie miliard złotych. Za tę kwotę można było wybudować jeden z obiecywanych przez Hannę Gronkiewicz-Waltz w 2006 i 2010 roku, mostów na Wiśle, lub 2 stadiony wielkości obiektu Legii Warszawa. Tymczasem te środki po prostu zmarnowano.
  • W krajach cywilizowanych
    W krajach cywilizowanych lekarz przebywa w miejscu pracy i ciężko pracuje.
    W Polsce przychodzi pokazać się, podpisać listę i tyle go widziano.
    Co bardziej cwani na nie swoim sprzęcie (państwowym, opłaconym przez podatników) prowadzą prywatną działalność. Układy im na to pozwalają, a CBA, CBŚ udają, że nie widzą.
    I dopóki tego się nie ukróci, to nic się nie zmieni.
    Jak dopuszczono do tego, że w szpitalach wybudowanych za podatki obywateli żerują prywatne spółki wykonujące najbardziej dochodowe badania? To dyrektorzy tych szpitali są aż tak niedorozwinięci umysłowo, że nie potrafią sami zarabiać w ramach szpitala?
  • @nonparel 19:06:58
    10/10!!!
  • Panie Januszu
    Żyję w Stanach prawie 50 lat. Przy czytaniu takich wpisów poprostu trafia mnie szlag. Gdzie Pan był i co Pan widział, że wypisuje Pan takie bzdury?

    Zarobki w każdej dziedzinie powinny być proporcjonalne do średniej krajowej. I koniec.
  • @Casey 20:34:26
    "Gdzie Pan był i co Pan widział, że wypisuje Pan takie bzdury?"

    Podpisuje się pod tym obiema rękoma.
    W Polsce to nie problem sióstr, lecz całego społeczeństwa.
    Dlaczego porównywać tylko pensje pielęgniarek do zarobków w Berlinie!!!

    Wszystkie pensje trzeba porównać, tym bardziej, że koszty życia są porównywalne, jeśli przyjąć zarobki w jednostkach miary (jm.) - Płaca netto w Niemczech np. 1200 jm. i w Polsce 1200 jm. Ceny za mieszkanie, prąd, gaz, komunikację, żywność, leczenie - też określić w jm.
  • @Aśka 23:32:38
    Świetnie to widać choćby po metkach w sieciówkach, gdzie są podawane ceny w euro i zł.
    Np. jakaś rzecz kosztuje w złotych 129,99 i na tej samej metce podano, że w euro ta cena wynosi 29,99.

    Mając do dyspozycji tyle samo jednostek miary, to widać jak żyje się Polakom, a jak np. Niemcom, Holendrom itd.

    W Holandii najniższy zarobek też oscyluje w granicach 1200.
  • kraj bidoków
    Polak to w większości bidok, unijne regulacje, a zarobki i życie parobka unijnego.
    Zycie Polaka bidoka jest trudne i szare, a jedyną rozrywką seans hipnotyczny z telewizora.W niedzielę parobek może nawet uczestniczyć w kulturalnym evencie z muzyką i śpiewami, ale tutaj tez mu wmawiają że jest parobkiem i że jak dalej będzie źle robił, to umrze . Dla parobka bidoka są inne prawa i inne traktowanie. Oczywiście zahipnotyzowanej znacznej części parobków ich stan im nie przeszkadza, a nawet jest źródłem inspiracji do dalszej wytężonej pracy niewolniczej. A jak jest rozgarniętym parobkiem to nawet jedzie za granicę , bo tam parobkom więcej płacą i łatwiej się żyje po służbie.
    Parobek nigdy nie będzie wolnym człowiekiem, bo nigdy się nie podniesie, nigdy nie będzie świadomym swoich praw suwerena Polakiem , inni o to zadbali wcześniej i pilnują tego stanu.

    pozdrowił ;)
  • @Aśka 23:32:38 no właśnie, taki tekst poniżej napisałem pod przemytem papierosów.
    Przemyt papierosów, paliw i nie tylko, istnieje dlatego ponieważ papierosy i paliwa do siły nabywczej pieniądza u nas są bardzo drogie! Niemiec: pensja ta niska 1500 euro, papierosy 5 euro! paliwo benzyna ok 1.3 euro, diesel 1.04 euro, czyli są jest tanio w porównaniu z Polską! Polak pensja także ta niska 1500 zł papierosy 12-15 zł! Powinno być jak np. w Niemczech, czyli paczka maksymalnie 5-6 zł i przemytu by nie było, dochody budżetu by wzrosły!!! Krzywa Laufera się kłania! Z paliwem to samo ponieważ jest najdroższe w Unii. Czyli benzyna ok. 1.30 zł, diesel ok. 1.05 zł! Jesteśmy po prostu okradani i oszukiwani przeliczaniem euro na złote, co nie powinno mieć miejsca. Odnosi się to do wszystkich cen produktów w Polsce! Niemiec za 1500 euro kupi dziś 300 paczek papierosów! a Polak ponad 100! Niemiec kupi ok. 1500 l diesla a benzyny ponad 1200 l Polak ok. 400 l diesla ok. 350 l benzyny. Tego dziś w szkołach celowo nie uczą i celowo skasowano matematykę ponieważ uczy logicznego myślenia, cymbałów łatwiej okradać i oszukiwać przeliczając euro na złote..
  • Autorze czy jest pan aż tak głupi?
    czy głupiego udaje? Przeczytaj to co Aśce napisałem.
  • @Aśka 23:38:38
    No właśnie, u nas powinna ta rzecz kosztować 29,99 zł!
  • Sprawa jest banalnie prosta.
    Żyjemy w kapitalizmie rynkowym. Praca jest jak towar, gdzie podarz na daną usługę kształtuje cenę. Jeżeli Pielęgniarki nie chcą pracować to niech dyrekcja czy minister je zwolni i znajdzie na ich miejsca inne z takimi samymi kwalifikacjami.

    Jeżeli nie to, bez łaski musi im płacić tyle ile one zażądają za swoją
    usługę.
    Jeżeli przyjdzie do mnie fachowiec naprawiać pralkę, mówi mi ile będzie chciał za tą usługę. Ja muszę mu zapłacić tyle ile żąda, lub zrezygnować z jego usługi i naprawy pralki. To prawo rynku.

    Żadne żale i odwoływanie się do moralności pielęgniarek, dobra dzieci, czy odpowiedzialności są nie na miejscu, są głupie. Nikt moralnością nie zaspokoi swoich potrzeb. NIKOGO NIE MOŻNA PRZYMUSZAĆ DO PRACY za pomocą szantażu, presją medialną , straszeniem zwolnieniami i odpowiedzialnością karną.

    Państwo musi płacić zgodnie z życzeniami usługodawców, albo wykształcić więcej pielęgniarek czy lekarzy. System kształcenia większej ilości kadry medycznej wprowadzono za PO. Skrócono o rok studia medyczne, zwiększono ilość miejsc na specjalizacjach lekarskich, skrócono okres kształcenia niektórych specjalizacji.

    Niestety system się nie sprawdza. Mimo że kształcimy więcej pielęgniarek i lekarzy, ilość ich nie wzrasta na rynku pracy. Wszyscy młodzi medycy myślą o wyjeździe za granicę, otrzymają lepsze uposażenie, a zawód ma społeczne poszanowanie. Na rynku pracy zostali tylko lekarze i pielęgniarze starsi, którzy już zdążyli tu pobudować domy, założyć rodziny i wychować dzieci i wnuki. Są też młodzi rezydenci, którzy z jakiś powodów (najczęściej językowych) muszą robić specjalizację w Polsce za 2800 zł - różne potrącenia np. na Izby lekarskie i inne. Lecz i oni po uzyskaniu specjalizacji w większości wypadków wyjadą. Czemu ? Bo za ich prace za granicą płaci się więcej.

    Ekonomiczny czynnik emigracyjny jest zasadniczy i żadne ideologie tego nie zmienią. Cała polska emigracja ma podłoże ekonomiczne. Nie zmieni tego system kształcenia. Możemy produkować kolejnych abiturientów szkół medycznych dla zagranicy. Kształcenie medyków jest bardzo drogę, nie wszyscy też mają predyspozycje do tego zawodu. Niemcy, Norwegowie czy Nowo Zelandczycy będą bardzo zadowoleni. Dlatego każde obce państwo przyjmie młodego medyka, niezależnie czy to jest Polak, czy Hindus. Da mu szybko nowe obywatelstwo i będzie dbać o jego interesy.

    W większości głosy krytyczne dotyczące zarobków medyków, to głosy zawiści. Jeżeli mechanik samochodowy za wymianę oleju bierze 150 zł, czy fryzjerka 100 zł to jest w porządku. Jeżeli lekarz specjalista mający za sobą 6 lat studiów, tyle samo lat specjalizacji, ponoszący odpowiedzialność za życie pacjenta bierze 100-150 zł to jest krwiopijcą. Wizyta u profesora specjalisty, kosztuje mniej jak naprawa pralki. Jeżeli ktoś uważa, że medycy mają za dobrze, niech nie zazdrości tylko zostanie lekarzem. Niech niesie pomoc kurtuazyjnie, zgodnie z powołaniem i przysięgą lekarską.
    Będzie wielki !

    Politycy też przysięgają, co z tego wynika wszyscy wiemy. Obowiązek utrzymania opieki zdrowotnej ciąży na Państwie (konstytucja). Za kryzys pielęgniarek jedynie Rząd ponosi odpowiedzialność. Ponieważ nie wycenił właściwie kosztów medycznych, w tym gaż dla pielęgniarek. W kalkulacjach nie uwzględnił ponadnormatywnego czasu pracy. Nie zadbał o dopływ świeżych kadr medycznych. Nie reagował odpowiednio na wcześniejsze protesty pielęgniarek i nie wywiązał się z swoich wcześniejszych deklaracji. Trudno za aktualny stan rzeczy obwiniać pielęgniarki. To rola państwa i ministerstwa zdrowia. Pielęgniarki mają leczyć, i mają prawo do godziwej zapłaty za swoje usługi.

    Natomiast politycy zamiast płacić zgodnie z rynkiem, zaciemniają obraz i prowadzą grę polityczna w stylu my daliśmy wy obiecaliście itd. My jesteśmy lepsi, wy gorsi, a pielęgniarkom to już w głowach się poprzewracało. Gdyby rodzice oczekujący na leczenie swoich dzieci nie opowiedziały się za strajkującymi i nie poparły je inne pielęgniarki, niczego by strajkujące nie ugrały. To Solidarność prowadzi do zwycięstwa.
  • Nic podobnego
    ,,A przy okazji, ci goniący za zyskiem lekarze i organizatorzy systemu medycznego, w krajach gdzie wolny rynek obowiązuje działają dla dobra pacjenta. To właśnie dlatego najwyższy poziom medycyny jest w Stanach Zjednoczonych".

    Czasy, kiedy system opieki medycznej działał na korzyść pacjenta w USA dawno i bezpowrotnie minęły. Wtedy lekarze część czasu pracowali pro bono, aby obsłużyć pacjentów, których nie było stać na opłacanie opieki medycznej.

    Poziom medycyny w Stanach jest owszem, wysoki, ale w porównaniu do kosztów jest to najmniej wydajny i najdroższy system na świecie.

    Służba zdrowia jest ostatnią dziedziną, w której powinny obowiązywać zasady ,,wolnego rynku", które wykluczają społeczeństwo humanitarne.

    Zamiast pisać farmazony na temat rzekomych dobrodziejstw ,,wolnego rynku", proponuję się pochylić nad zagadnieniem opodatkowania korporacji - wtedy by starczyło pieniędzy i na godziwą uniwersalną służbę zdrowia i na inne potrzeby obywateli.
  • @Lotna 14:51:55
    Gdybym umiał pisać lewą ręką, to podpisał bym się pod tym obydwiema rękami!
  • WPS
    https://www.youtube.com/watch?v=oMFGmbLoFZE

    https://www.youtube.com/watch?v=54J7mFvtdzs

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930